Witam wszystkich przyjaciół Górnego Śląska i zwolenników autonomii regionalnej z innych regionów Rzeczypospolitej Polskiej. Cieszy nas Wasza obecność. W starym dowcipie z sygnałem zbliżającej się ostrej zimy byli zbierający chrust w lesie Indianie. Na Górnym Śląsku niezawodnym zwiastunem nadchodzących wyborów są domokrążcy w nienagannie skrojonych w garniturach i z szykiem dobranych krawatach. Pukają do naszych drzwi i nie czekając na zaproszenie rozkładają standardowy zestaw szklanych paciorków –komunały o tym jacy byliśmy, jacy jesteśmy, no i obowiązkowe solenne zapewnienie, że pod górnośląskim miastami węgiel będzie wydobywany do końca świata, a może nawet o jeden dzień dłużej.

W tym samym czasie za naszymi plecami kradną 40 milionów z budżetu województwa śląskiego. W Sejmie szydzą z języka naszych przodków i odstawiają Górny Śląsk na boczny tor, planując przeniesienie międzynarodowego węzła kolejowego pod małopolski Olkusz. Ci komiwojażerowie polskości w jej najbardziej przaśnym i zaściankowym wydaniu za naszymi plecami muszą śmiać się w kułak. Bo choć powtarzają swoją gędźbę od wielu lat, choć od dawna konsekwentnie ignorują wszelkie górnośląskie aspiracje, to nadal mogą liczyć, że znajdą pośród nas tak zwanych pożytecznych idiotów, którzy w związku z ich wizytą każą pomalować trawę na zielono, ustawią szpaler harcerzy i sprowadzą górniczą orkiestrę. Czy tak postępują liderzy wspólnoty w społeczeństwie wolnych, obdarzonych poczuciem osobistej godności obywateli? A może ten czołobitny respekt wobec władzy centralnej jest czymś zupełnie naturalnym i zgodnym ze standardami świata zachodniego? Nie sądzę!

10 lat temu gubernator Rick Perry, przemawiając do Teksańczyków protestujących przeciw polityce rządu federalnego w Waszyngtonie, usłyszał z tłumu okrzyk: „Secesja!”. Nie zignorował tego podyktowanego emocjami głosu. Nie puścił go mimo uszu. –Unia – powiedział – jest dla nas wartością, ale nie wartością bezwzględną. Jeżeli zostaniemy do tego zmuszeni, jestem przekonany, że Texas poradzi sobie sam. Czy wyobrażacie sobie Państwo podobne słowa z ust marszałka województwa śląskiego, który dziś tłumaczy się jak uczniak wobec swoich pryncypałów z udziału w marszu promującym o ileż bardziej umiarkowaną ideę autonomii? Myślę, że nie.

Ale chyba wszyscy bez trudu wyobrażamy sobie, jak 15 sierpnia staje na trybunie honorowej zapewne w drugim szeregu, by podziwiać defiladę z okazji święta Wojska Polskiego, kiedy jego region odstawiany jest na bocznicę historii on będzie patrzył jak tekturowe państwo pręży swoje muskuły, państwo, w którego miastach powietrze jest trucizną, państwo, gdzie kolejki do specjalistów są tak długie, że dostęp do publicznej służby zdrowia od dawna stał się już fikcją, państwo, w którym wciąż bardziej opłaca się zatrudnić w magazynie niż w szkole, to właśnie państwo, tutaj, na Górnym Śląsku w Katowicach będzie demonstrować wobec nas swoją siłę, siłę mierzoną nie skutecznością w rozwiązywaniu realnych problemów obywateli, ale liczbą czołgów i samolotów. A ci, którzy mienią się naszymi reprezentantami będą klaskać z zapałem, żeby tylko warszawscy mocodawcy nie posądzili ich o brak bezwarunkowej lojalności. Reprezentują nas dzisiaj ludzie

Niezmiennie jednak rozmawiają z rządem w pozycji klęczącej, którzy z okazji rocznicy tak zwanych powstań śląskich jadą złożyć hołd do Warszawy z wyeksploatowanego, ograbionego i oszukanego Górnego Śląska pociągiem zwanym powstańczym, do którego zdecydowanie bardziej pasowałby przymiotnik – poddańczy, którzy próbują nam wmówić, że przeniesienie defilady z Warszawy do Katowic jest wyrazem najwyższego szacunku dla naszego regionu! Ale mam nadzieję, że wyrażam tutaj także Waszą opinię. My nie chcemy takich operetkowych spektakli. Niech Warszawa zachowa swoją defiladę, ale nam niech zostawi międzynarodowy węzeł kolejowy. Od 150 lat żelazny szlak łączy nas z metropoliami świata zachodniego i to bez pośrednictwa Olkusza. Niech zostawią nam nasze pieniądze i przede wszystkim niech oddadzą nam nasze prawa nadane nam 15 lipca 1920 roku, a zagrabione bezprawnie w maju 1945.

Jako wspólnota regionalna ponosimy odpowiedzialność za to, kto nas reprezentuje. I także my, regionaliści jesteśmy współodpowiedzialni za to, w czyje ręce trafiła władza w województwie. To oczywiste, że popełniamy błędy, że dajemy się dzielić, że podejmujemy nierzadko pochopne decyzje. Ale jest również pewne, że nie daliśmy się pozbawić pewnej fundamentalnej umiejętności, umiejętności powiedzenia: „Nie!”.  My wszyscy stoimy na tym placu i naszą obecność w tym miejscu jest tego dowodu. Tę umiejętnością musimy podzielić się z innymi, bo jeżeli chcemy trwać i rozwijać się jako wspólnota musimy umieć mówić: „Nie!” w sprawach dużych i małych. I z jedną z takich spraw wiąże się prośba, którą chciałbym do Was skierować.

Ponad dwa lata temu wojewoda Jarosław Wieczorek odsłonił w gmachu Sejmu Śląskiego tablicę ku czci Michała Grażyńskiego, sanacyjnego autokraty, który deptał zasady demokratycznego państwa prawa i śląskiej autonomii, który podżegał do sporów narodowościowych, który zwalczał przejawy śląskiej odrębności. Chcę was prosić byście wysyłali do wojewody maile z petycją zawierającą żądanie usunięcia tej obraźliwej dla nas tablicy. Formularz znajdziecie na stronie internetowej autonomia.pl. Powiedzmy wspólnie nie tej antyśląskiej polityce historycznej. W tej drobnej sprawie pokażmy solidarność, determinację i konsekwencje a później przyjdzie też czas na sprawy większe. Poradzicie?

Przemówienie Jerzego Gorzelika podczas 13. Marszu Autonomii
Katowice, 13.07.2019 r.