Pyrrusowe zwycięstwo

Z wielką pompą rząd oznajmił uchwalenie ustawy metropolitalnej dla Śląska. Sejm dokument przyjął niemal jednogłośnie, co mimo wyniszczających sporów politycznych nie powinno dziwić, zważywszy że szczególny status aglomeracji obiecywano usankcjonować przez kilka kadencji. Istnieje prawdopodobieństwo, że niektórzy parlamentarzyści głosowali za ustawą, mimo iż jej finalny kształt znacząco różni się od pierwowzoru. Niemniej ustawę przyjęto, a sukces odtrąbiono.

Rewolucyjną czujność i zawziętość godną większej sprawy wykazali niektórzy posłowie, domagający się nazwy nowego tworu administracyjnego pozbawionej elementów górnośląskich, śląskich, a nawet łacińskich. „Silesia” to ponoć termin nie licujący z tożsamością i poczuciem sprawiedliwości dziejowej Zagłębiaków. Trudno nie przyznać racji takiemu rozumowaniu, ale jeśli Metropolia ma m.in. wspierać inwestycje zagraniczne poprzez jednolitą promocję regionu, to lepiej używać rozpoznawanej na świecie marki, niż „Aglomeracja Śląsko- Zagłębiowska” czy „Śląsko-Dąbrowska”.

Swoiste kuriozum stanowi uchwalenie ustawy w chwili, gdy dąży się do marginalizacji roli samorządu terytorialnego, gdy w ślad za zadaniami nie idą pieniądze, albo decyzje przez ostatnie 25 lat podejmowane w regionach wracają pod jurysdykcję centrali. Włodarze śląskich i zagłębiowskich miast nie są tu bez winy. Wszak do realizacji wspólnej polityki transportowej, inwestycyjnej, środowiskowej czy zdrowotnej wystarczył oparty na ustawie o samorządzie gminnym konsensus. Bez niego Metropolia żadnych problemów nie rozwiąże.