| Poleszucy |
| 24.08.2006. | |||||
Strona 1 z 3 Polecamy artykuł politologa dr Jarosława Tomasiewicza, poświęcony problematyce tożsamości społeczności Poleszuków.
265 Ľródła ruskie i polskie podają, że około 1264 r Powrót umarłych NEUROWIE... JAĆWINGOWIE... POLESZUCY „Z zaciekawieniem patrzyliśmy na Poleszuków. Posługiwali się trudno zrozumiałą mową, której nie można było zaklasyfikować ani do ruskiego, polskiego czy białoruskiego języka. Tutejsi nazywali ten język pogardliwie chachłackim. Zaskoczyły nas powolne, jakby leniwe ruchy Poleszuków. Wydawało się, że tubylcy poruszają się i mówią jak ich przodkowie sprzed wielu lat. [...] Żywot ich bywa często tragiczny - czego woda nie zaleje, to wypali słońce. Mówi się o nich, że są nieufni, małomówni, ciemni, pokorni, pogodzeni z trudnym losem...”. Tak Stefan Steller opisywał swą wizytę na przedwojennym Polesiu. 265 Ľródła ruskie i polskie podają, że około 1264 r Polesie to bliska a mało znana kraina. Położona na pograniczu Polski, Białorusi i Ukrainy, w dorzeczu Bugu i Prypeci, stanowi największe moczary Europy. Blisko połowę powierzchni zajmują tu rozległe bagna i związane z nimi niskie torfowiska, liczne płytkie jeziora i rzeki. Rozległy kompleks bagiennych lasów od tysiącleci zapewniał schronienie różnym ludom. Zdaniem niektórych uczonych właśnie na Polesiu zamieszkiwali na poły mityczni Neurowie, o których Herodot pisał: „Ci Neurowie wydają się być czarodziejami. Opowiadają bowiem Scytowie [...], że stale raz do roku każdy z Neurów na kilka dni staje się wilkiem, a potem znowu przybiera dawną postać.” W średniowieczu Polesie uzyskało państwową odrębność pod postacią księstwa pińsko-turowskiego. Podbite przez Giedymina zachowało jednak - jeszcze za Rzeczpospolitej Obojga Narodów - szeroką autonomię, włącznie z prawem nadawania szlachectwa, biciem własnej monety i posiadaniem własnego wojska. Wszystko to kształtowało odmienność mieszkańców Polesia. Sąsiedzi Poleszuków z zapałem przyłączali ich jednak do swych etnosów. Za swoich uważają ich nie tylko Białorusini. Działacze ukraińscy uważają ruskojęzycznych mieszkańców Polesia i Podlasia za Ukraińców, dowodząc bliskości tamtejszych gwar i języka ukraińskiego („narzecze poleskie małoruskiego języka”, jak napisał A. Jabłonowski w 1909 r.). Bez większych rezultatów. Odmienność języka sprawiła, że już 1861 r. pojawiła się idea stworzenia zachodniopoleskiego abecadła, która zrealizowana została w 1907 r. Poleszucy uważali się po prostu za „tutejszych” - według spisu z 1931 r. tak określiło się 63 proc. mieszkańców województwa poleskiego (na wsi aż 70 proc.!). Także współcześnie mieszkańcy Polesia na pytanie „Wy kto?” odpowiadają: „A kto to wie... Według dowodu, niby Białorusini. Ale mowa nasza bliższa jest ukraińskiej. Chybaśmy Poleszuki, albo kto?”. O ile indyferentyzm narodowy Poleszuków odpowiadał władzom II Rzeczpospolitej, o tyle sowiecki komunizm z jego „naukowo ścisłymi” definicjami narodów żadnej odrębności regionalnej nie tolerował. Odrodzenie poleskiej tożsamości nastąpiło w dobie pieriestrojki. W kwietniu 1988 r. w Mińsku 17 przedstawicieli inteligencji utworzyło stowarzyszenie społeczno-kulturalne „Poliśsie”, stawiające sobie za cel odrodzenie kultura i języka zachodniobiałoruskiego Polesia. Do przywódców organizacji należeli Mikoła Szelagowicz (Szaliagowicz), 32-letni aspirant Akademii Nauk, i Aleksandr Łukaszuk, dziennikarz gazety „Zwiazda”. Jesienią „Poliśsie” zostało zarejestrowane, tworząc swoje koła (hurtyny) w Mińsku i południowych rejonach Białorusi. W 1992 r. liczyło już ok. 600 aktywistów. Idee ruchu popularyzował dwutygodnik „Zbudinnie”. Program „Poliśsia” zaprezentowano podczas Jaćwińsko-Poleskiej Konferencji Teoretyczno-Praktycznej 13-14 kwietnia 1990 r. „Uczestnicy konferencji” - czytamy w deklaracji - „uważają, że zaktywizowany od połowy lat 80. proces kształtowania zachodniopoleskiego etnosu jest zjawiskiem prawidłowym i zgodnym z najważniejszymi tendencjami kultury światowej, bowiem obecnie, pod koniec XX w., coraz oczywistszym staje się fakt, iż unifikacja i standaryzacja są niszczące dla ludzkości oraz że normalnie rozwijające się życie zdąża w kierunku coraz większej złożoności, a nie upraszczania stosunków etno-kulturowych. Warunkiem pomyślności społeczeństwa staje się uwzględnianie narastającej różnorodności zjawisk społecznych, które pozwalają na realizację intelektualnego potencjału każdej jednostki, każdej, nawet najmniejszej wspólnoty etnicznej...”. |
|||||
| « poprzedni artykuł |
|---|








