Pyrrusowe zwycięstwo

Z wielką pompą rząd oznajmił uchwalenie ustawy metropolitalnej dla Śląska. Sejm dokument przyjął niemal jednogłośnie, co mimo wyniszczających sporów politycznych nie powinno dziwić, zważywszy że szczególny status aglomeracji obiecywano usankcjonować przez kilka kadencji. Istnieje prawdopodobieństwo, że niektórzy parlamentarzyści głosowali za ustawą, mimo iż jej finalny kształt znacząco różni się od pierwowzoru. Niemniej ustawę przyjęto, a sukces odtrąbiono.

Rewolucyjną czujność i zawziętość godną większej sprawy wykazali niektórzy posłowie, domagający się nazwy nowego tworu administracyjnego pozbawionej elementów górnośląskich, śląskich, a nawet łacińskich. „Silesia” to ponoć termin nie licujący z tożsamością i poczuciem sprawiedliwości dziejowej Zagłębiaków. Trudno nie przyznać racji takiemu rozumowaniu, ale jeśli Metropolia ma m.in. wspierać inwestycje zagraniczne poprzez jednolitą promocję regionu, to lepiej używać rozpoznawanej na świecie marki, niż „Aglomeracja Śląsko- Zagłębiowska” czy „Śląsko-Dąbrowska”.

Swoiste kuriozum stanowi uchwalenie ustawy w chwili, gdy dąży się do marginalizacji roli samorządu terytorialnego, gdy w ślad za zadaniami nie idą pieniądze, albo decyzje przez ostatnie 25 lat podejmowane w regionach wracają pod jurysdykcję centrali. Włodarze śląskich i zagłębiowskich miast nie są tu bez winy. Wszak do realizacji wspólnej polityki transportowej, inwestycyjnej, środowiskowej czy zdrowotnej wystarczył oparty na ustawie o samorządzie gminnym konsensus. Bez niego Metropolia żadnych problemów nie rozwiąże.

Wszyscy cyganią

Wszyscy. Rząd i opozycja, radio i telewizja, duchowni i bezduszni, urzędnicy i podatnicy, pracodawcy i pracownicy, księgarze i księgowi, lekarze i lalkarze, teściowe i synowe, kierowcy i kierownicy, Genueńczycy i Gwinejczycy. Taka nasz ułomna natura. Wydaje się jednak, że w ostatnim czasie w Polsce kłamstwo rośnie w siłę – wszak ludziom żyje się dostatniej. Spod odświętnych szat wszelkiej maści moralistów, prawych i sprawiedliwych mesjaszy narodu, wyziera homo sovieticus. Prawda ulega defragmentacji, degradacji, relatywizacji, interpretacji. Miast jednej, w życiu publicznym funkcjonują trzy – usystematyzowane przed laty przez nieodżałowanej pamięci ks. Tischnera – prawdy: świynto prowda, tys prowda i gówno prowda – z naciskiem na tę ostatnią. W ten sposób zakłamuje się historię, autonomię utożsamia z separatyzmem, a pluralizm opinii z zagrożeniem dla suwerenności jedynie słusznej linii.

Przegraną przekuwa się w zwycięstwo, małość wyolbrzymia na ekranie telewizora, bagatelizuje liczbę demonstrujących swe odmienne poglądy, na potrzeby otumanionych zwolenników twierdzi że prawda wkrótce zwycięży, a wartościami absolutnymi legitymizuje swe niecne postępki. Dokąd to wszystko prowadzi ? Świat istniał nawet wówczas, gdy nie było Polski, Unii Europejskiej, ani Prawa i Sprawiedliwości i zapewne istnieć będzie, kiedy stanowić one będą epizod w historii. Nie jesteśmy (Polska) pępkiem świata, w imię wspólnych wartości powinniśmy wyrzec się ksenofobii (kiedyś antysemityzmu, dziś islamofobii, germanofobii i eurosceptycyzmu), a dla przyszłych pokoleń dopuścić pluralizm myślenia i działania. Nacjonalizm i izolacjonizm były w przeszłości zarzewiem wojen i konfliktów. To zużyta i niebezpieczna ideologia. Jeśli w życiu publicznym nic się nie zmieni, możemy spodziewać się emigracji młodych, drenażu zdolnych, exodusu jednostek które poprzez innowacje są w stanie dokonać rewolucji.

Śląska autonomia w Brukseli

Na początku marca, w brukselskim Komitecie Regionów, odbyła się konferencja poświęcona śląskiej autonomii. Słuchacze, wśród których byli członkowie Wolnego Sojuszu Europejskiego – przedstawiciele kilku regionów autonomicznych, dowiedzieli się o sprawach dotyczących Górnego Śląska. Rozmawiano o komunikacji publicznej, transporcie rowerowym, historii, języku (gwarze), tożsamości lokalnej i społeczeństwie obywatelskim. Wydarzenie stanowiło okazję do prezentacji śląskiej racji stanu międzynarodowej opinii publicznej, co było o tyle łatwe, że audytorium stanowili reprezentanci środowisk świetnie rozumiejących znaczenie własnej podmiotowości i możliwości samostanowienia w ramach szerszego, federacyjnego organizmu państwowego. Autonomia nie stanowi dziś w Europie wyjątku, nie jest egzotyczną mrzonką, ani nie stanowi zagrożenia dla terytorialnej i politycznej integralności państw. Śląskie aspiracje w Brukseli przyjęto z pełnym zrozumieniem.

Autonomia

Zmiana świadomości społecznej, pozbawiona wsparcia instytucji (szkoły i mediów), dokonuje się wolno. Potrzeba czasu, aby prawda o tragicznych wydarzeniach, jakie miały miejsce na Górnym Śląsku w czasie określanym przez podręczniki historii mianem „wyzwolenia”, zagościła w niej na stałe.

Nie inaczej jest gdy idzie o rozumienie autonomii. Polskie doświadczenia totalitaryzmu, w wersji złagodzonej zwanego socjalizmem, odcisnęły trwałe piętno w sferze idei. Wartościowe i pożądane w życiu publicznym jest tylko to, co powszechne, wspólne, narodowe, polskie, tak jakby indywidualne przekonania i postawy, nie licujące z oficjalną wykładnią były bezwartościowe, a nawet zagrażające ładowi publicznemu. Brak respektowania pluralizmu aksjologicznego, miast ubogacać, powoduje izolacjonizm, a zamknięcie na innowację zawęża horyzonty poznania i myślenia. Pojawiają się podziały, przeświadczenie o wyższości pierwszego sortu, negacja tolerancji i akceptacji wszystkiego, co obce i inne. Od czasów zmiany ustrojowej 1989 roku w Polsce nie powstało w pełni społeczeństwo obywatelskie, nie nastąpiła kumulacja kapitału intelektualnego i nie doczekano się autorytetów na miarę możliwości niemal 40-milionowego państwa, położonego w sercu Europy. Co gorsza w administracji i prawodawstwie zaczynają dominować trendy centralistyczne, regulacjonizm wypiera swobodę i niszczy kreatywność, a retoryka nacjonalistyczna sprzyja ksenofobii. Następuje demontaż porządku konstytucyjnego, struktur samorządu terytorialnego, zaufania do instytucji państwa, a nawet współobywateli.

Autonomia, rozumiana nie jako oddzielenie lecz odrębność w całości, gwarantuje realizację potrzeb lokalnych interesariuszy bez uszczerbku dla ogółu. To nie separacja, a współistnienie. Realizacja własnych aspiracji z poszanowaniem woli i praw innych, ubogacenie a nie uszczerbek. Konfederacyjny model silnych regionów buduje wspólny potencjał, czego empirycznym przykładem są Australia, Kanada czy Niemcy. Strach przed nieznanym można łatwo pokonać obserwując rzeczywistość i ucząc się na doświadczeniach innych, więc po co bać się śląskiego „Czarnego Luda”?

W pierwszej katowickiej katedrze odsłonięto tablicę upamiętniającą Tragedię Górnośląską

Ruch Autonomii Śląska

W sobotni wieczór przewodniczący RAŚ, Jerzy Gorzelik, wicemarszałek województwa Henryk Mercik oraz prezydent Katowic, Marcin Krupa odsłonili tablicę upamiętniającą Tragedię Górnośląską. Tablicę poświęcił ks. biskup Marek Szkudło. Msza święta w intencji ofiar Tragedii Górnośląskiej odbyła się w kościele św. Piotra i Pawła, pierwszej katowickiej katedrze. Proboszcz parafii, ks. dr hab. Andrzej Nowicki przywitał wiernych słowami: – „Ludzie ludziom zgotowali ten los” – te słowa Zofii Nałkowskiej dobrze obrazują trudną sytuację Polaków w I połowie XX wieku. Jednym z trudnych dla Ślązaków wydarzeń była Tragedia Górnośląska, która dotknęła wielu naszych współbraci. To bolesna karta naszej historii, o której nie możemy zapomnieć. Musimy utrwalać naszą pamięć, bo to jest źródło naszej tożsamości, zarówno narodowej, jak i osobistej. Homilię wygłosił katowicki biskup pomocniczy ks. dr Marek Szkudło. „Nie możemy milczeć o Tragedii Górnośląskiej, bo to straszna krzywda, jaka dotknęła naszą ziemię. Musimy pamiętać o tych wydarzeniach, by były przestrogą przed kolejnym złem. Pamiętajmy, że między przebaczeniem, a upomnieniem jest miejsce na prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem” – mówił bp Szkudło. Po homilii biskup poświęcił tablicę a uroczystego odsłonięcia dokonali przewodniczący RAŚ, Jerzy Gorzelik, wicemarszałek województwa Henryk Mercik oraz prezydent Katowic, Marcin Krupa. Tablica zawisła w kaplicy Krzyża Świętego. „Przed niemal czterystu laty, pośród zamętu wojny trzydziestoletniej, która pustoszyła Śląsk, wielki poeta Andreas Gryphius kończył swój sonet ‘Łzy Ojczyzny. Anno Domini 1636’ słowami: ‘A przecież milczę o tym co od śmierci gorsze / Od moru, głodu i pożogi jeszcze okrutniejsze / Że wielu postradało skarbiec własnej duszy’. Gryphius płakał nad swą śląską ojczyzną, płakał nad tymi, którzy cierpieli i zadawali cierpienie, przede wszystkim jednak nad upadkiem ducha i degradacją człowieczeństwa, która zrodziła pogardę i nienawiść. Tragedia Górnośląska nie znalazła podobnie wymownego świadka. Gdyby nawet pojawił się ktoś o równie wielkim talencie i wrażliwości, musiałby milczeć przez długie dziesięciolecia. Dziś czynimy kolejny krok, by zasypać tę lukę w pamięci. Patrząc na bezmiar nieszczęść, które spadły na Śląsk, Gryphius wołał bezradnie: ‘Wach auf mein Herz und denke! – Przebudź się serce moje i pomyśl!’. To przesłanie wypełnia dziś mury pierwszej katowickiej katedry i pozostawia materialny ślad w postaci pobłogosławionej dziś tablicy. Niech nasze serca i serca wszystkich mieszkańców Górnego Śląska pozostaną przebudzone i myślące” – mówił na koniec uroczystości przewodniczący RAŚ, Jerzy Gorzelik, dziękując kapłanom ks. biskupowi Markowi Szkudle, proboszczowi parafii świętych Piotra i Pawła ks. dr hab. Andrzejowi Nowickiemu, proboszczowi archikatedralnej parafii Chrystusa Króla ks. dr Łukaszowi Gawłowi i pozostałym księżom koncelebrującym oraz zgromadzonym wiernym za wspólną modlitwę. Tablicę, autorstwa rzeźbiarza Wojciecha Dzienniaka, ufundował Ruch Autonomii Śląska. Wszystkim wiernym, w tym delegacjom kół terenowych RAŚ oraz delegacji Związku Górnośląskiego z prezesem Grzegorzem Frankim, dziękujemy za przybycie na tę uroczystą Mszę Świętą.